niedziela, 14 października 2012

Nudziella


Stefania nie lubi kiedy marzną jej stopy. Na samą myśl o zmarzniętych stopach oblewa ją zimny pot.

Bleh!

Dlatego też komódka na bieliznę, która stoi w sypialni Stefanii (sypialnia w stylu śródziemnomorskim, komódka niska, z trzema, bardzo głębokimi szufladami) po brzegi wypełniona jest ciepłymi skarpetami.
Babcia Stefanii co roku, dokładnie w wigilię świąt Bożego Narodzenia, wyposaża wnuczkę w kolejną, ciepłą parę frocianych skarpetek.
Każdy kto wie ile lat ma Stefania, wie również ile ma ona par skarpetek. Jednak wśród nich wszystkich jest jedna absolutnie wyjątkowa para.
Tak wyjątkowa, że trudno to sobie wyobrazić!

Pewna para skarpet (w kolorowe paski) jest przez Stefanię tak uwielbiana, że nosi ją ona każdego dnia (oczywiście, tylko po domu, zamiast kapci).
Skarpetki te są już trochę zdarte, jedna z nich ma nawet małą dziurkę. Z tego powodu Stefania nigdy ich nie pierze ("Bo jeszcze by się zniszczyły od nadmiaru wody!" - ostrzega Stefania).

Łatwo sobie wyobrazić, że ta wyjątkowa para skarpet nie pachnie zbyt ładnie. I jest już nieco... ubrudzona. 
I właśnie ten brud, kurz i niezbyt miły zapach sprawiają, że coś dziwnego dzieje z tymi skarpetkami!!


Każdej nocy, kiedy Stefania kładzie się spać, ściąga skarpetki i rzuca je na podłogę (w skarpetach pod kołdrą jest jej jednak za gorąco). Gasi lampkę nocną i zasypia. 

A wtedy...
...obie brudne skarpety... ożywają! 

Co noc wybierają się na podbój świata!

Skarpeta Józek (prawa) zawsze jako pierwszy podpełza do drzwi wyjściowych. Jest w nieco lepszej sytuacji niż Skarpeta Roma (lewa), która ma dziurę na pięcie (przez to nie potrafi tak szybko się poruszać). 
Skarpety wyślizgują się szparą pod drzwiami i wychodzą do ogrodu. 
Jeśli wieje wiatr, mają spore szczęście. Mogą zwiedzić dalekie zakątki świata! Wystarczy, że staną na schodkach i, przy dużym podmuchu wiatru, podskoczą wyyysoko. 
Wiatr niesie je w przeróżne ciekawe, tajemnicze miejsca. 

Jak wracają do domu? Nie mam bladego pojęcia!


Stefania nie wie co wyprawiają jej skarpety, ale nabiera już pewnych podejrzeń.

niedziela, 7 października 2012

Betsy


Oto Betsy. Betsy lubi kolorowe sukienki w kropki, opaski do włosów i piegi :) Ma trzy córeczki i jedną pasję - szyje lalki (pozazdrościć tym dziewczynkom! Wyobraźcie sobie ile one mają lalek!). 
To nie wszystko! Betsy szyje też domki - poduszeczki, tildy, zające, lepi anioły i takie lalki Niedozabawy! Nie wiem jak je nazwać. Wyglądają tak: klik!. Najbardziej podoba mi się ta pierwsza - Fryderyka! Wygląda jakby przyjechała z Paryża! 

A ja uwielbiam Paryż!

Kiedyś będę mieć w Paryżu przytulne mieszkanko w widokiem na Wieżątko Ajfla... Ah. Jak tylko znajdę pracę! Mogę tam pojechać nawet moim superszybkim "Jagularem" marki Tico! (Do pracy i do Paryża.) Szkoda tylko, że francuski język jest taki trudny :(

A wracając do Fryderyki... 

Jest taki jeden Ferdek, który zawdzięcza swoje imię tak wielu osobom, że trudno jest wszystkie tu wymienić! Wśród nich są takie osobistości jak: Ferdek Kiepski, Freddy Krueger, Freddie Mercury,  Fred Astaire, Fernando Alonso i Byczek Fernando.
Ferdek miał być gończym polskim, ale wyrósł z niego raczej... Kundalini (taka rasa stworzona na potrzeby Ferdka). Ma jednak coś z gończego we krwi bo biega szybko jak gepard! Laura, która jest jego siostrą (coś tam już o niej wspominałam) i jest nieco bardziej rasowym wyżłem, gubi nogi próbując go dogonić!

Ferdek jest straszliwie mądry! Rozumie prawie każde słowo, czasem nawet lepiej ode mnie wie, że właśnie chcę z nim wyjść na spacer. Trzeba bardzo uważać o czym się mówi w jego towarzystwie bo momentalnie wyłapuje zdania, które zna (a zna ich zadziwiająco dużo!).
Ferdek ma uszka jak pierożki, które śmiesznie sterczą - jedno w górę, drugie w bok. 

Fot. www.piotrgalus.pl

Strasznie nieregularnie jest na tym moim niemoralnym blogu. Ale nie potrafię tego zmienić niestety.
Jedyne co mogę zrobić to Was pozdrowić! :)

---
Ogłoszenie z ostatniej chwili ;) (bo mi się "przypomło")

Jakby któraś z Was (z Krakowa i okolic) miała jakieś rzeczy, które chciałaby oddać do schroniska dla psów, to ja się wybieram moim Jagularem. Będę zawozić sporo starych prześcieradeł i kocyków!
Oni tam bardzo potrzebują takich rzeczy - zwłaszcza teraz bo idzie zima!
Już trzy razy zawoziłam im tego typu "manatki" i zawsze chętnie przyjmują.
Także zachęcam - zawieźcie same, albo dajcie znać to się jakoś umówimy!

sobota, 6 października 2012

Niespodziewajka

 







Zgadnijcie co! 

Dostałam pudełeczko, a w pudełeczku paczuszki starannie opakowane, a w paczuszkach... Same niespodziewanki! :)
Paczuszka przybyła od samej Piegowatej (klik!). Spodziewałam się słonika, którego wylosowały dla mnie sprytne łapki małej Alicji :) A tymczasem, oprócz słonika... Niebieska sowa, piękna jesienna dynia, fantazyjne żołędzie z naturalnymi czapeczkami! Nawet nie wiecie jak się cieszę! :)

UWIELBIAM niespodzianki!

Słoń grzecznie pozwolił się rozpakować, ukłonił mi się i powiedział "Dzińdobry". 
Od razu powędrował niezdarnie (ma takie małe nóżki i duuuży brzuuuch i przez to tak zabawnie chodzi:)) do drugiej paczuszki. Wskazał ją trąbą mówiąc"tu" (od razu zrozumiałam, że jest nieśmiałym zwierzątkiem). Odwinęłam papier, a z wnętrza wyskoczyła radosna sówka! Ona to mówiła tyyylee, że połowy słów nie zrozumiałam! Wszystko zlało się jakby w jedno, dłuugie słowo:
CześćjestemSówkastraszniedługolecieliśmywtychpaczkachijeśćmisięchcealePiegowatadałanamjedzenie
nadrogęijestwnastępnejpaczceotwórzjąszybko!
Mamma mia! - pomyślałam sobie słysząc tą paplaninę.
Otworzyłam kolejne niespodzianki, a tam jesienna dynia i fantazyjne żołędzie! Sówka od razu chciała zjeść jednego żołędzia, ale poprosiłam ją żeby się powstrzymała i szybko zrobiłam im zdjęcie:



Na pozostałych fotografiach jest tylko jeden żołądź bo Sówka zjadła drugiego, a słonik trzeciego.
W ogóle to ta Sówka cały czas gada co jej ślina na język przyniesie! Że śmiesznie jest bo spadają liście z drzew, a ona nigdy czegoś tak śmiesznego nie widziała. I że słoń jest nieśmiały jak nie wiem co, więc ona musi mówić za niego. Że chciałaby latać, ale jest jeszcze za młoda i na wszystko przecież przyjdzie odpowiedni czas. I że w paczce na poczcie strasznie nimi rzucali na wszystkie strony i że słoń to znosił dzielnie bo jest straszliwie odważny, ale jej się chciało wymiotować czasem.
Tak sobie trochę pogadałyśmy i spostrzegłam, że Sówka i słoń są ze sobą bardzo zżyci. Słoń ciągle tylko patrzy co robi Sówka i jej pilnuje. Zdaje się, że czuje się za nią odpowiedzialny!

Dowiedziałam się również, że słoń nie ma imienia! Czy ktoś wie, jak ma na imię ten słoń?

Jeszcze raz bardzo dziękuję Piegowatej i szanownej komisji losująco-nadzorującej! :)

środa, 3 października 2012

Obrazkowo



 


Uf. Czas pędzi jak nie wiem co! Nie mam kiedy rysować. Nie mam kiedy robić zdjęć. Nie mam kiedy otworzyć photoshopa! To trochę straszne.

Uf x 2!

Strasznie się cieszę, ponieważ Decobazaar.com stwierdził, że mogę u nich opublikować moje rysunki!!! :) Jednocześnie jest to dla mnie jakieś takie trochę dziwne - sprzedawanie rysunków. Nie wydaje się Wam, że dziwne?
Ale klamka zapadła :) Zdecydowałam się, więc jestem! O tutaj: DECOBAZAAR (klik, klik :))
Trochę to trwało (ah, ten czas!): kupienie ramek, wydrukowanie rysunków, zrobienie zdjęć (nad tym muszę jeszcze trochę popracować bo zdjęcia są jakieś takie szare).
Zobaczymy jak to dalej będzie :)

Wracam do pracy!

Ah, jeszcze Wam rzucę Jadzią ;) Bo widziałam, że bardzo się Wam spodobała! :)
Jadzia jest faaaajna. Dziś się z Menrzem (dobrze, że Wam wyjaśniłam pojęcie "Monsz" bo to też było niejasne! ;)) nie wyspaliśmy bo o 1.25 w nocy Jadzia stwierdziła, że robi przemeblowanie w swoim terrarium. A jak wstałam i poszłam z nią szczerze pogadać (bo trochę przeginała), to bezceremonialnie wylazła z terrarium oznajmiając, że jednak będzie biegać po pokoju. 
Ok. Niech biega - pomyślałam. Mimo, że Monsz się martwi, że Jadzia zmarznie jak biega nocą (bo terrarium ma ogrzewanie podłogowe, a pokój Menrza nie ma takich rarytasów).
Jadzia wrzuciła piąty bieg i zaczęła swój rajd wokół kanapy, a ja wróciłam do łóżka. Niestety, nie na długo. Zapomniało nam się, że karuzela Jadzi została na podłodze w pokoju.
Karuzela jest metalowa i wydaje przedziwne piski i jęki, kiedy Jadzia w niej biega (to takie klasyczne kółko do biegania dla gryzoni).
Karuzelka spełnia rolę wesołego miasteczka, które czasem przyjeżdża do Jadzi, a czasem odjeżdża (jak za bardzo piszczy).
Dziś w nocy odjechało daleeekoooo!

Fot. Monsz - www.piotrgalus.pl

środa, 26 września 2012

Zoo Zenona




Wszystko zaczęło się we wtorek (wtorki są bardzo dziwne).

Ogród Zoologiczny pana Zenona znajdował się w samym środku zatłoczonego miasta. Cztery najważniejsze ulice łączące północną, południową, wschodnią i zachodnią stronę miasteczka zbiegały się ze sobą właśnie przy bramie wejściowej do zoo. Tworzyły tam kolorowe, obrośnięte bławatkami rondko. Wszyscy mieszkańcy, którzy chcieli dostać się na przykład z północnej do wschodniej części miasteczka albo z zachodniej do południowej, musieli przemierzyć rondo obok zoo.
Dlatego wszyscy Ci, którzy we wtorek rano zmierzali tamtędy do pracy lub szkoły, zobaczyli niezwykłe widowisko! 

Ryszard, biznesmen ze skórzaną teczką i krawatem w stare samochody, również szedł wtedy do pracy (był on człowiekiem bardzo zadowolonym z rozwoju swojej kariery biurowej). Rozmyślał właśnie nad ważnymi sprawami finansowymi, kiedy zerknął w stronę zoo i… stanął jak wryty. Nie mógł uwierzyć własnym oczom w to, co zobaczył! Z wrażenia nie odebrał telefonu komórkowego, który głośno dzwonił – a był przecież poważnym biznesmenem, więc jak każdy szanujący się biznesmen powinien odebrać telefon, rzecz oczywista. Ale Ryszard tylko stał i szeroko otwartymi oczami patrzył w stronę bramy wejściowej do zoo.

W tym samym czasie przez rondo szła także Klotylda ze swoim pudelkiem Balbinką (pudelek Balbinka ubrany był w gustowny sweterek z plastikowymi brylantami). Zamierzała dotrzeć do salonu fryzjerskiego dla psów, który znajdował się po drugiej stronie miasteczka. Jednak, kiedy przechodziła obok zoo, Balbinka zaczęła bardzo głośno szczekać (wręcz "ujadać"!). Klotylda chciała jej właśnie powiedzieć, że bardzo głośne szczekanie jest nieeleganckie (no bo kto to widział, tak się zachowywać!), ale w tym momencie kątem oka zobaczyła Ogród Zoologiczny i… nie mogła wydusić z siebie ani słowa! Stała i patrzyła na cuda, jakie działy się za bramą zoo. Przez to wszystko spóźniła się do psiego fryzjera (skandal niemożebny)! 

Natomiast bocian z powabną żabką na głowie, stał sobie na jednej nodze jak gdyby nic dziwnego się nie wydarzyło. Mnie nie było wtedy przy bramie do zoo. Wszystko wiem właśnie od bociana. Opowiedział mi co-nie-co (a żabka w tym czasie wygrzewała w promieniach jesiennego słońca swoje błony międzypalczaste. Twierdziła, że to bardzo zdrowe dla żab). 

Teraz już wszystko wiem! I opowiem Wam następnym razem, obiecuję :) 
A bociana narysowałam jakiś czas temu dla pewnej Justyny, którą pozdrawiam!!!:)

.

Ostatnio kąpałam jeża. Naprawdę! Bo Monsz mój i ja mamy naszą pierwszą wspólną Odpowiedzialność. Nazywa się Jadzia i jest jeżykiem pigmejskim (na pewno słyszeliście o takich).
Mieszka u Menrza już od trzech miesięcy. Ja nie mieszkam u Menrza, więc można powiedzieć, że Odpowiedzialność jest jakby bardziej jego, ale to nieprawda (Uwaga! "Monsz" nie mylić z "mąż". Mąż to już jednak poważna sprawa).
Jadzia jest bardzo wesołym zwierzątkiem, podobnym trochę do dzika. Straszliwie szybko biega i głośno tupta swoimi nóżkami. I zajada kocie jedzonko!
Na początku nie chciała jeść jabłek (nie chciała ich też nosić na grzbiecie, jak w bajkach, co bardzo rozczarowało Menrza). Teraz je już wszystko, bardzo głośno mlaszcząc:)

fot. Monsz http://piotrgalus.pl/

Troszkę mam mniej czasu ostatnio, ale wkrótce skończę rysować plakat i się odezwę! :>
Pozdrawiam Was wszystkich serdelecznie!! :)

sobota, 15 września 2012

blogowa krolewna


Blogowa królewna pojawiła się u mnie właśnie przed chwileczką. Zapowiadała, że wkrótce przybędzie i oto jest.

Królewna ta jest absolutnie wyjątkową królewną! Zjawia się tylko w specjalnych sytuacjach.
Mieszka w straszliwie ekskluzywnym zamku, w którym pełno jest pięknych, białych mebli z Ikei, miękkich kanap z haftowanymi poduszkami i smacznych tortów z mnóstwem owoców i bitej śmietany! Ma tam też piękny, dziki ogród z drewnianą huśtawką wiszącą na gałęzi jabłoni (sądzę, że w tym ogrodzie jest również domek na drzewie!).
Przez całe dnie (i noce) relaksuje się, zajada pyszne torty i tworzy piękne rzeczy w swojej pracowni. Co tworzy? Czasem coś uszyje, czasem narysuje, skomponuje, napisze. Zależnie od jej nastroju.

Mieszka w zamku razem ze swoją królewską rodziną, przyjaciółmi i ukochanymi psami.
Nic więc dziwnego, że nie lubi opuszczać tego miejsca. Wyrusza z domu tylko w wyjątkowych sytuacjach, takich jak ta!

Bo sytuacja jest bardzo wyjątkowa! :)

Jest mi straszliwie miło, ponieważ mój blog został wyróżniony przez trzy świetne blogerki:
Maryś, Pannę Kropkę i Yoko. Dziękuję! :) To jeszcze bardziej mobilizuje mnie do pisania (rysowania) bloga. I właśnie do nich leci Blogowa Królewna (przyjedzie do Was na tort, więc się przygotujcie!). Nie tylko jako podziękowanie, ale i wyróżnienie ode mnie. Bo są zdolnymi, twórczymi dziewczynami. Przedstawiać Wam ich chyba nie trzeba :)

Właśnie od nich dowiedziałam się na czym polega ta blogowa zabawa.Osoba wyróżniona ma za zadanie wybrać pięć blogów, które lubi i napisać pięć zdań o sobie (albo też siedem, albo dziesięć - różne wersje widziałam:)).

Trudno jest wybrać pięć blogów z całej, dłuuugieej listy bo wszystkie je bardzo lubię (gdybym nie lubiła, to bym nie obserwowała;)).

Po dłuuuugiiccchhh rozmyślaniach wysłałam Blogową Królewnę to tych oto osób (kolejność przypadkowa!) :

Funita z http://funita.blogspot.com/  bo tak twórczej osoby dawno nie widziałam :D Jej kolaże są całkowicie "odjechane". Za oryginalność!

Marta z http://decomarta.blogspot.com/ bo tworzy niesamowite lalki - superbohaterki i piękne, drewniane domki dla lalek wraz z mebelkami. Bardzo szczegółowe i pracochłonne. MARZĘ o takiej lalce i domku z drewnianymi mebelkami.

Paulina Mleczko z http://groszkowomi.blogspot.com/ za ładne torebki, poduszki, worki na kapcie, lalki... Twórcza dziewczyna!

Anuszka z http://tulajtulaj.blogspot.com/ bo szyje przyjemne, wesołe maskotki dla dzieci i jeździ z nimi po jarmarkach i innych targach dziecięcych. Za pomysłowość i fantazję!

Monika i Kamil z http://cupofmoka.blogspot.com/ za niesamowite filmiki kulinarne (i nie tylko)! Musicie je zobaczyć!!! Blogowa Królewna będzie u nich szczęśliwa bo lubi jeść!

Bebeluszek z http://bebeluch.blogspot.com/ bo fantazja słowotwórcza Bebeluszka nie zna granic! Pięknie i wesoło opisuje swoje życie :)

Aga z http://handpickedforyou.blogspot.com/ bo jest dzielna i zakłada swój własny biznes! Sprzedaje piękne rzeczy do domu. Brać z niej przykład! Spełniać swoje marzenia!

Monika z http://kaszkazmlekiem.wordpress.com/ bo tak pięknie ubiera swoje dwie córeczki! I za to, że uczy dziewczynki, że Hello Kitty to wcale nie jest modowym hitem sezonu. Oby więcej takich mam!

Jo z http://zwidokiemnaobelisk.blogspot.com/ za to, że niezmiennie i wytrwale pokazuje nam ciekawe zakątki Polski, które zwiedza wraz ze swoją rodziną.

Nie pytajcie jaką ocenę miałam z matematyki ;) Dla mnie to jest właśnie pięć blogów! Blogowa Królewna chyba też nie potrafi liczyć bo przyjęła tą listę bez szemrania! :)

Wobec tego teraz powinnam napisać pięć zdań o sobie? Myślę, że spokojnie odnajdziecie te pięć zdań w moich poprzednich i następnych postach!

poniedziałek, 10 września 2012

O niczym

Dziś znowu nie będzie o zoo. Dyrektor Ogrodu Zoologicznego, pan Zenon, jest na urlopie. Zastanawia się cóż począć z tak dziwną bandą zwierząt.
Nadal nie wiecie co one wyprawiają! Myślę, że niedługo się wreszcie dowiecie :)
Cierpliwości!

Laptop mój ukochany dokonał żywota swego w ostatnich dniach sierpnia. Poszedł do lapopopowego nieba i mam nadzieję, że jest tam szczęśliwy.
Nie przegrzewa się, nikt go nie męczy grą w The Sims 3, nie spada na podłogę przez przypadek, żadne szczurki nie gryzą jego przewodów, nie odpadają mu guziczki i potrafi odtwarzać muzykę w momencie, kiedy ma uruchomionego photoshopa. Jest zdrowy i uśmiechnięty gdzieś w innym świecie!

Dlatego tak zaniedbałam blog swój.

Szanuj laptop swój i blogosferę swoją. Tak sobie napisać powinnam nad łóżkiem.

Strasznie dużo ostatnio rysowałam, a rysunków nie ma. Próbuję stworzyć mój najpierwsiejszy w życiu plakat! A przy okazji zrobiłam logo dla Gabridou:



Na logo znajduje się właśnie Gabridou oraz chmurka wychodząca z ust.

Straszliwsko o niczym jest ten mój dzisiejszy post.

To może przedstawię Wam pana Pora Ryszarda? Pana Pora poznaliśmy w Paryżu. (Jak byłam na tej pamiętnej wyprawie, z której przywiozłam Menrza.)
Codziennie robiliśmy zakupy w supermarkecie "Ed". I pewnego dnia spotkaliśmy tam Pana Pora. Siedział na półce wśród warzyw. A że dla nas to była akurat pora na Paryż, no to jakoś tak wyszło, że wzięliśmy tego pora ze sobą i pokazaliśmy mu nieco zabytków.
Tak to się zaczęło.
Potem Pan Por Ryszard jeździł po świecie nieco więcej.
Stał się dosyć znaną postacią w pewnych kręgach.
Ma swój blog. Trochę zaniedbany, to prawda. Jest zbyt zajęty (Pan Por), żeby się zajmować bzdetami.

Kończyć te wypociny!
Kończyć plakat!


sobota, 25 sierpnia 2012

Domek


Narysowało mi się dzisiaj domek.
I nie będzie nic o zoo!

Taki duży jest bo jak zmniejszam go w fotoszopie to jak zwykle robi się strasznie nieostry. Bleh.

Domek ma numer 62. Wydaje mi się, że nie bez powodu. Właśnie przed chwilą zauważyłam, że mamy rodzinnie bardzo duże szczęście trafiać na te dwie cyfry w naszych domach. Blok w którym mieszkaliśmy miał numer 62. Dom - 262. A teraz - 6 :)

Ten domek straszliwie kojarzy mi się z Paryżem. Trafiliśmy w Paryżu do niewiarygodnie wspaniałego sklepu z... domkami dla lalek! Mamma mia! To był raj na ziemi - nie da się tego inaczej określić! Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknych domków dla lalek! I tylu mebelków, laleczek, szczególików najmniejszych! Coś niesamowitego! Sklepik znajdował się gdzieś w bocznej uliczce, w uroczej malutkiej, różowej kamieniczce i cały był poświęcony domkom dla lalek!
Nawet męska część naszej grupy uznała zgodnie, że sklepik był zupełnie fajny (a to dlatego, że wypatrzyli tam maleńkie, drewniane laptopiki i komputerki dla lalek).

W ogóle cała ta podróż do Paryża była niesamowita.
Pewnego razu z Krakowie, pewna Kasia (którą widziałam może drugi raz w życiu?) zaproponowała mi wycieczkę do Paryża. Zaproponowała to również dwóm innym osobom, których nie znała za dobrze (Bartkowi i Piotrkowi). Ja też znałam ich tylko z widzenia.
I tak oto pojechaliśmy sobie w czwórkę, nie znając się, do Paryża. To była chyba najbardziej niesamowita podróż mojego życia! 
Przywieźliśmy stamtąd Pana Pora - kiedyś coś o nim napiszę :)
A ja, na dodatek, przywiozłam stamtąd dwoje superowych przyjaciół i... Menrza :)



czwartek, 23 sierpnia 2012

Balonem



To jest rysunek narysowany specjalnie dla Jo. Jest jej własnością. Więc nie ma żartów!

Bo chciałam Wam powiedzieć, że żyrafy i psy kundelki bardzo lubią latać balonem! Podobnie jak inne zwierzęta pozbawione skrzydeł. Bo mogą wtedy wyciągnąć łapkę i... dotknąć chmur!
Mogą też polizać chmurę jeśli chcą! I zobaczyć, że smakuje jak deszcz :)
Żyrafy i psy kundelki raczej nie latają balonem samodzielnie bo jest to zbyt niebezpieczne. Dlatego musiałam narysować ich razem z Iwonką i jej córeczką Tolą.

Żyrafa i pies kundelek mieszkają sobie w Ogrodzie Zoologicznym. Po tym, jak w zoo działy się Przedziwne Rzeczy, żyrafa i piesek (który ma na imię Franek) z całych sił zapragnęli polatać chociaż przez chwilkę! Zobaczyć świat z góry, poczuć wiatr w uszkach i w nozdrzach...! Ah! Całe szczęście, że Iwonka i Tola zgodziły się zabrać ich na małą wycieczkę balonem.
Piesek Franek pomyślał sobie, że po tej podróży na pewno wszystkie zwierzęta w zoo też będą chciały polatać balonem, ale nie powiedział tego Iwonce. Na wszelki wypadek.
Bo zwierzęta w tym Ogrodzie Zoologicznym wyjątkowo polubiły latanie. Wiedzieli o tym wszyscy, którzy mieszkali w sąsiedztwie zoo.

Co to za dziwne zwierzęta mieszkają w tym zoo? - tak sobie pewnie pomyśleliście. Ja też tak sobie czasem myślę. Ale jestem na tropie! Już wiem coraz więcej na ich temat. Chciałabym dowiedzieć się o nich jeszcze więcej, ale... zupełnie nie mam czasu ostatnio. Stąd też moje zaniedbania blogowe.
Nadrobię niedługo :)

A dzisiaj zupełnie przypadkiem zauważyłam, że dostałam od Maryś niesamowicie sympatyczne wyróżnienie :) Nie miałam czasu zaglądnąć na Wasze blogi bo mój laptok miał wakacje. Włączyłam go dzisiaj, a tu taka miła niespodzianka :) Dziękuję i polecam blog Maryś :) Mojej imienniczki :)

A poza tym to strasznie trudno mi było napisać tych parę zdań bo Monsz mój tu obok fotografował w tym czasie... LIZAKI! A ja uwielbiam lizaki! I zupełnie nie mogłam się skupić na pisaniu.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Wind


Jak się leci samolotem to można z góry wypatrywać swój dom i dom sąsiadów i babci. Można obserwować samochody i zastanawiać się dokąd jadą. I podziwiać geometryczność pól uprawnych. I wszystko wydaje się takie strasznie malutkie i śmieszne. Bo będąc na dole droga z domu do sklepu to całe kilometry do przemierzenia. A z góry... to tylko jeden centymetr odległości. U góry zmienia się sens wszystkiego. Nagle odczuwa się potrzebę częstego podróżowania - bo przecież wszystko jest tak blisko! Wystarczy 60 minut i... Paryż! Albo Malta! Albo Sztokholm! 60 minut to idealny czas na przeczytanie całej babskiej gazety i kilku rozdziałów Muminków.

Myślę, że kiedyś (być może całkiem niedługo) zwyczajni ludzie będą mieli własne samoloty, tak jak teraz samochody. Wtedy na spacer z psami będzie się latać do Wiednia :)

Rozalinda (cóż za wyszukane imię) leci właśnie swoim własnym samolotem marki Daewoo (może nie jest to najlepsza marka, ale za to niedroga i oszczędna). Leci odwiedzić swoją przyjaciółkę, która mieszka w Liverpoolu. Przed chwilą minęła Ogród Zoologiczny, w którym działy się niezwykłe rzeczy! Nie mogła uwierzyć własnym oczom w to co tam zobaczyła! Niestety leciała dosyć szybko, więc nie przyglądnęła się wszystkiemu tak dokładnie jakby chciała.
Ale żeby takie rzeczy działy się w zoo...?
Spostrzegła również, że całe to wydarzenie fotografował jakiś reporter w krótkich spodenkach. Widziała też małego tapirka, który się go przestraszył i uciekł do domku.
A pozostałe zwierzęta? Mamma mia, cóż one wyprawiały!
Rozalinda dosyć szybko przeleciała nad zoo swoim niezawodnym samolotem Daewoo. Ale zdążyła jeszcze na chwilkę obrócić głowę w jego stronę i spostrzec w rogu (przy ogrodzeniu z lamami) małego chłopca w towarzystwie tajemniczego misia z balonikiem w ręce...

Co dziwnego działo się w zoo? Co robiły zwierzęta? Kim jest chłopiec i miś z balonikiem z łapce?
Dziś jest już za późno na rozwiązywanie takich tajemnic. Już pora spać!




sobota, 4 sierpnia 2012

Znowu lalka?





 

Tak. Znowu lalka.
Uszyłam jej ciało, a moja kuzynka Justyna uszyła piękną sukienkę.
Sukienka uszyta jest z koła, więc jest straszliwsko szeroka i lalka może w niej tańczyć i kręcić się dookoła i wyglądać jak królewna na balu. Ma ramiączka z falbanki i w ogóle jest niesamowita!
Ciało uszyte igłą ręczną. Sukienka bardzo starannie uszyta na maszynie - czynnie obserwowałam cały proces jej tworzenia!

Też bym chciała szyć na maszynie.

W ogóle to Justyna tworzy niesamowite rzeczy na drutach. Zrobiła zestaw ślicznych czapeczek i bucików dla swojego malutkiego synka.

Pojechałam do Justyny moim małym, śmiesznym samochodzikiem. Całe szczęście, że mi nie wybuchł.
Bo podobno samochody bardzo łatwo wybuchają:

-Mój dziadzio zaglądnął pod maskę mojego auta i powiedział, że "taki brudny silnik to straszne niebezpieczeństwo! Wystarczy iskra i to wszystko się zapali". I wybuchnie!

-Monsz mój w czasie jazdy zasugerował, "żebym lepiej spaliła całą zgromadzoną benzynę (zgromadzoną w jakiejś tam róże czy czymś) zanim przełączę samochód na gaz bo połączenie benzyny i gazu jest bardzo niebezpieczne!" I samochód może wybuchnąć!

-Tato mojego Menrza powiedział, że "jeżdżenie z takimi klemami jest bardzo niebezpieczne. Bo wystarczy iskra i...". I samochód może wybuchnąć.

I jak ja mam się nie bać jeździć samochodem?

-----

Dodam, że bardzo lubię mój samochód :) Zmieniłam mu te nieszczęsne klemy, wyczyściłam silnik i w ogóle. Nie powinien wybuchnąć. Tak myślę :)

niedziela, 29 lipca 2012

Latam


Dużo jeżdżę. Moim małym, śmiesznym samochodzikiem, rzecz jasna. Niestety, samodzielne (i samotne) jeżdżenie samochodem okazało się wcale nie być takie łatwe jak się wydawało.
Bo trzeba jeździć po rondach, zawracać, skręcać w dobrą stronę i w ogóle. Nie można jechać za szybko ani za wolno. Trzeba patrzeć we wszystkie strony świata na raz! I nie bać się motorów, które (niewiadomoskąd!) nagle pojawiają się po lewej stronie i mijają samochody z dzikim pędem i okropnym hałasem. I trzeba dzielnie pozwalać się wymijać, omijać i wyprzedzać!

Całe szczęście, że mam Mr. Ówkojada! :) Jest moim niezbędnym towarzyszem podróży. Siedzi obok mnie, na swoim fotelu i podpowiada mi gdzie powinnam jechać. Jest mi o wiele łatwiej od kiedy jeździ razem ze mną! Dzisiaj wzięłam go do domu bo rozpętała się straszliwa burza. Troszkę się bał. Tak jak Laura. Więc położyłam Mr. Ówkojada obok niej. Leżeli w czasie burzy na łóżku moich rodziców i wzdychali nad swoim ciężkim losem ("bo burza jest taka straszna!", "bo pioruny grzmią za głośno", "bo aż strach się bać!").

Zrobiłam im zdjęcie:



Tymczasem Ferdek, który jest dzielnym kundelkiem, leżał na tarasie i wpatrywał się w chmury! On niczego się nie boi! Poza tym jest nieposkromionym łowcą much!
Ale, niestety, nie pozwala sobie robić zdjęć. Bohaterowie z reguły nie pozwalają się fotografować. Są zbyt skromni.


poniedziałek, 23 lipca 2012

Fin


W superekspresowym tempie narysowałam maszynę losującą bo wypada wreszcie wylosować zwyciężczynie! Mam dwa rysunki do oddania, więc będą dwie zwyciężczynie!

Nadal nie mogę uwierzyć, że TYLE osób wzięło udział w moim losowaniu!!! :) :) :)

W skład maszyny losującej wchodzi: szklana kula po złotej rybce, trzydzieści jeden karteczek z imionami oraz wypielęgnowana dłoń losowaczki!

Losowaczka wystroiła się w obcisłą, różową sukienkę, aby prezentować się godnie podczas tej niezwykle uroczystej chwili. Ubrała także buty na wysokich obcasach, ponieważ babcia zawsze powtarzała jej, że każda szanująca się kobieta musi nosić szpilki.
Z tej okazji nadzwyczaj dokładnie wydepilowała swoje długie nogi. Zastanawiała się nawet czy nie warto byłoby pójść do fryzjera! Ale uczesała ją znajoma, która mieszka w domu obok, więc fryzjer okazał się być zbędnym wydatkiem.
W efekcie przybyła na miejsce losowania dokładnie pięć minut przed czasem (czas ten poświęciła na wykonanie ostatniego szlifu paznokci w dłoni losującej - prawej).

Losowaczka wleciała do mojego pokoju przez okno. Miała ze sobą magiczny, błękitny balonik, który unosił ją wysoko w powietrzu! Zapukała w szybę tak energicznie, że aż podskoczyłam ze strachu. Właśnie zabierałam się za wycinanie karteczek z Waszymi imionami :) Byłam trochę spóźniona, to prawda.
Losowaczka patrzyła na mnie karcącym wzrokiem, więc ostatnie karteczki wycięłam trochę krzywo.
Ale to nic :)

Wreszcie pozwoliłam losowaczce zanurzyć dłoń w szklanej kuli. Mieszała w niej strasznie długo. Pewnie mi nie uwierzycie, ale jak popatrzyłam w jej oczy, zobaczyłam... malutkie, złote gwiazdki! Miała błyszczące gwiazdki zamiast okrągłych tęczówek! Wiedziałam, że jest najbardziej magiczną losowaczką na świecie! Mogłam jej zaufać :)

Kiedy wyjęła dłoń z maszyny losującej, miała w niej dwie karteczki. Zniecierpliwiona długim losowaniem  szybko je otworzyłam. I przeczytałam:

Jo oraz Scraperka

Wygrałyście rysunki :) Co o tym myślicie?

Po losowaniu szybko usiadłam do komputera, żeby Wam o tym napisać. A tymczasem losowaczka zniknęła!
Stuknęła obcasikami - jeden o drugi, i... rozpłynęła się w powietrzu! Nie zdążyłam jej podziękować.

I wiecie co mi zostawiła? Magiczny, błękitny balonik!
:)

poniedziałek, 16 lipca 2012

Fotoreporter


Ten tajemniczy fotoreporter może niektórym przypominać Menrza mojego. To dlatego, że ma na sobie nieodłączne okulary przeciwsłoneczne, krótkie spodnie oraz aparat fotograficzny. Ma również nieco rozwichrzone włosy, a jego twarz spowija delikatny rumieniec nieśmiałości. Ale ten fotoreporter wcale nie jest moim Menrzem!

Jest to (niewyobrażalnie) tajemniczy wysłannik z gazety - nikt nie wie z jakiej! Zjawił się w Ogrodzie Zoologicznym jak tylko zaczęły się tam dziać dziwne rzeczy! Fotografował wszystkie zwierzęta po kolei, nawet niewinne mrówki, które dreptały sobie ścieżką! Przyglądał się im badawczo, robił portrety z lewego profilu, potem z prawego profilu, od przodu, z góry, a nawet z dołu! Ukrywał się za krzakami i śledził wzrokiem chłopca w stroju nosorożca i dziewczynkę w stroju żyrafy.
Wprowadził zwierzęta w niemały niepokój! Młody tapirek schował się nawet głęboko do swojego domku, mimo, że wcześniej świetnie bawił się ze swoim tatą!
Co robił tajemniczy fotoreporter w Ogrodzie Zoologicznym? Co to za dziwne rzeczy działy się w zoo?
To wszystko pozostanie jeszcze... tajemnicą!

Dużo mniej tajemniczo chciałam baaardzo podziękować Wam za komentarze i odwiedziny! Nigdy w życiu nie rysowałabym tyle, gdybym nie miała bloga. Blog bardzo mobilizuje :) Tfu! To nie blog mobilizuje:) To Wy! Jak się widzi tyle sympatycznych osób, które przychodzą, patrzą, obserwują i zostawiają takie miłe komentarze to od razu zachciewa się rysować! I realizować projekt zoo! Dzię-ku-ję!

Ha, zobaczcie do Tulaj Tulaj! :) Wygrałam Mr.Ówkojada!!! :)

piątek, 13 lipca 2012

Irenka i Igor




Kolejny rysunek do tajemnej serii ZOO! Mam wrażenie, że tajemna seria staje się coraz mniej tajemną. Ale... może nie do końca :) 

To jest Irenka. 
Irenka pracuje w zoo. Zajmuje się karmieniem zwierząt! Rozwozi w taczkach sianko, w wiaderku ma suchą karmę, a w oddali (niewidocznej już oddali) są też marchewki, jakieś mięso, ryby i takie różne. 
Na taczkach z siankiem siedzi pasażer na gapę - mały szczurek Igor.
Igor to taki rodzynek w zoo. Jest strasznie mądry i wszyscy go uwielbiają. Szczurek Igor mieszka w Zoo razem ze swoim bratem - pieskiem Frankiem. 
Jak byli jeszcze małym szczeniaczkiem i szczurzątkiem, zostali znalezieni w lesie nieopodal ogrodu zoologicznego. Widać było, że błąkali się samotnie już od wielu dni. Byli brudni, przemoczeni i wygłodniali. 
Kiedy Irenka ich znalazła, spali przytuleni do siebie pod rozłożystą jodłą.
Od tamtej pory mieszkają w zoo i wiernie towarzyszą Irence w jej pracy. 
Do dziś myślą, że są rodzonymi braćmi.

wtorek, 10 lipca 2012

W zoo



Chłopiec przebrany za nosorożca i dziewczynka w stroju żyrafy. Do tajnego projektu zoo! Chodzą sobie po ogrodzie zoologicznym i rozdają ludziom popcorn. Czasem powiedzą coś śmiesznego, czasem się uśmiechną, czasem spłoną rumieńcem. Dzieci ich uwielbiają, a zwierzęta się z nich ukradkiem naśmiewają. Jak nikt nie patrzy. 

Chłopiec nosorożec i dziewczynka żyrafa bardzo lubią swoją pracę. Mogą cały dzień spacerować po zoo, oglądać słonie i hipopotamy, karmić foki w fokarium i bawić się z dziećmi. Tylko chłopiec nosorożec czasem pogrąża się w marzeniach jakby to było gdyby był lwem... Albo tygrysem! Ale zaraz potem robi mu się głupio, że tak niegrzecznie marzył. Bo przecież bycie nosorożcem w zoo to taka wspaniała praca! 

Dziewczynka żyrafa jest zadowolona ze swojej żyrafistości. Codziennie rano skrapia się delikatnymi perfumami o zapachu wiosennej trawy. Po to, żeby być jeszcze bardziej żyrafową żyrafą. 


Tymczasem ja chodzę sobie w mojej wymarzonej spódnicy. To moja pierwsza rzecz w kolorze różowym! Ale za to w takim ładnym, pudrowym odcieniu. Jest tiulowa, ale nie taka stercząca jak u baletnicy. Jest długa, miękka, falująca na wietrze i miła w dotyku. Po dłuuuugich wahaniach zdecydowałam się wrzucić tu swoje zdjęcie w tej spódnicy. Nie jestem przekonana czy to dobry pomysł. 
Poza tym bardzo nie chcę, żeby mój blog miał cokolwiek wspólnego z modą, ubraniami i takimi tam. Ale... ten jeden raz. Bo cieszę się moją spódnicą!


Chyba trochę ją widać? :)


sobota, 7 lipca 2012

Logo




Zupełnie niedawno dostałam maila od pewnej Agi. Zapytała czy narysowałabym dla niej logo na blog. Straszliwie się ucieszyłam bo uwielbiam wymyślać takie rzeczy! Nie jestem graficzką i nie mam zbyt wielkich umiejętności w tym kierunku. Ale za to bardzo lubię rysować :)

Na pewno znacie jej blog :)


Kaja jest zabawna. Przez osiem lat siedziałyśmy razem w ławce. Dzień w dzień! Ile to dni? Nie wiem, nie potrafię liczyć (Kaja pisała za mnie klasówki z matematyki). Czasami wydawało mi się, że znam ją lepiej niż własną kieszeń! Teraz Kaja wyjechała sobie daleko w świat. Ale regularnie prowadzimy ze sobą abstrakcyjne rozmowy. Na przykład o pieniadzach i byciu dorosłym.
Jesteśmy dorosłe, ale w sumie jakoś od niedawna. Tak mi się wydaje.
No i rozmawiałyśmy sobie (chyba wczoraj?), że w dorosłym życiu wszystko zależy od pieniędzy. I że jak się już dostanie tą wypłatę to trzeba usiąść przy stole w kuchni i podzielić ją równiutko na trzy kupki: rachunki, jedzenie i inne ważne wydatki (a dopiero co było się dzieckiem i do szczęścia wystarczało 5 złotych na lody). Oraz, że właściwie to fajniej byłoby mieszkać w dziczy, biegać boso po łąkach, jeść jaszczurki i pomidory i być wolnym i niezależnym od pieniędzy.
Ale, po dzisiejszym dniu, to myślę, że w dziczy być może wcale nie jest tak fajnie. Bo nie można tam kupić spódnicy swoich marzeń. Moja spódnica marzeń przyszła pocztą wczoraj rano i cały dzień w niej chodziłam. Jest idealna!

Co z tego, że nie było mnie na nią stać skoro jest idealna?

wtorek, 3 lipca 2012

Candy


Jak byłam mała, uwielbiałam konkursy i bale przebierańców!
Bo to jest strasznie fajne - przebieranie się za królewny albo Pipi Langstrumpf (moja ulubiona).
Jak byłam mała i koleżanki z podwórka przychodziły do mnie na bal przebierańców to przygotowywałam "Złotą rybkę". Mieliśmy kiedyś taką Złotą rybkę w przedszkolu i była niesamowita!
Moja mama kilka razy pozwoliła mi zrobić taką u nas w domu!

Żeby zrobić Złotą rybkę, trzeba ustawić parawan (może być z krzeseł, suszarki do prania, stołu - czegokolwiek!). Powinien być osłonięty błękitną tkaniną bo ma udawać morze! Ale, przy odrobinie dziecięcej wyobraźni, morzem może być nawet buro-brązowy koc.
Potem za parawanem siada młodszy brat (ale to tajemnica!). Musi siedzieć bardzo cicho, żeby nikt nie wiedział, że tam jest! A potem zostaje najlepsze! Wszystkie królewny i Pipi Langstumpf (po kolei) zarzucają wędkę (zrobioną z jakiegoś patyczka) do morza i czekają! Po chwili Złota rybka (czyli młodszy brat - ale to tajemnica!) przyczepia do wędki malutki prezencik (lizaka, czekoladkę, pudełeczko malutkich kredek woskowych, kolorowankę)! I jest niesamowicie fajnie!

Trzeba pamiętać, żeby po łowach zabrać koleżanki do kuchni na sok! Bo wtedy młodszy brat może ukradkiem wyjść zza parawanu i udawać, że był przecież w łazience przez cały czas i że nie ma nic wspólnego ze Złotą rybką!


Pomyślałam sobie, że ja też zrobię sobie mały konkurs na moim blogu. Złotą rybkę!
Do wygrania jest jeden z moich rysunków - dziewczynka z marchewką (TUTAJ można zobaczyć rysunek) albo baletniczka (do oglądnięcia TUTAJ). Rysunki oprawione są w białe, drewniane ramki z Ikei (w rozmiarze 10x15). Może akurat ktoś będzie chciał takie cuś?

Żeby taki dostać trzeba zgłosić chęć wzięcia udziału w konkursie - w komentarzu poniżej. A dodatkowo należy dołączyć do obserwujących mój blog (na samym dole strony) albo zostać fanem bloga na fejsie albo poinformować o konkursie na swoim blogu :) Wszystkie opcje do wyboru!

Konkurs będzie sobie trwał do 22 lipca - do północy! Zwycięzce wylosuję osobiście (ewentualnie w asyście moich psów - Laury i Ferdka!).

:)