sobota, 25 sierpnia 2012

Domek


Narysowało mi się dzisiaj domek.
I nie będzie nic o zoo!

Taki duży jest bo jak zmniejszam go w fotoszopie to jak zwykle robi się strasznie nieostry. Bleh.

Domek ma numer 62. Wydaje mi się, że nie bez powodu. Właśnie przed chwilą zauważyłam, że mamy rodzinnie bardzo duże szczęście trafiać na te dwie cyfry w naszych domach. Blok w którym mieszkaliśmy miał numer 62. Dom - 262. A teraz - 6 :)

Ten domek straszliwie kojarzy mi się z Paryżem. Trafiliśmy w Paryżu do niewiarygodnie wspaniałego sklepu z... domkami dla lalek! Mamma mia! To był raj na ziemi - nie da się tego inaczej określić! Nigdy w życiu nie widziałam tak pięknych domków dla lalek! I tylu mebelków, laleczek, szczególików najmniejszych! Coś niesamowitego! Sklepik znajdował się gdzieś w bocznej uliczce, w uroczej malutkiej, różowej kamieniczce i cały był poświęcony domkom dla lalek!
Nawet męska część naszej grupy uznała zgodnie, że sklepik był zupełnie fajny (a to dlatego, że wypatrzyli tam maleńkie, drewniane laptopiki i komputerki dla lalek).

W ogóle cała ta podróż do Paryża była niesamowita.
Pewnego razu z Krakowie, pewna Kasia (którą widziałam może drugi raz w życiu?) zaproponowała mi wycieczkę do Paryża. Zaproponowała to również dwóm innym osobom, których nie znała za dobrze (Bartkowi i Piotrkowi). Ja też znałam ich tylko z widzenia.
I tak oto pojechaliśmy sobie w czwórkę, nie znając się, do Paryża. To była chyba najbardziej niesamowita podróż mojego życia! 
Przywieźliśmy stamtąd Pana Pora - kiedyś coś o nim napiszę :)
A ja, na dodatek, przywiozłam stamtąd dwoje superowych przyjaciół i... Menrza :)



czwartek, 23 sierpnia 2012

Balonem



To jest rysunek narysowany specjalnie dla Jo. Jest jej własnością. Więc nie ma żartów!

Bo chciałam Wam powiedzieć, że żyrafy i psy kundelki bardzo lubią latać balonem! Podobnie jak inne zwierzęta pozbawione skrzydeł. Bo mogą wtedy wyciągnąć łapkę i... dotknąć chmur!
Mogą też polizać chmurę jeśli chcą! I zobaczyć, że smakuje jak deszcz :)
Żyrafy i psy kundelki raczej nie latają balonem samodzielnie bo jest to zbyt niebezpieczne. Dlatego musiałam narysować ich razem z Iwonką i jej córeczką Tolą.

Żyrafa i pies kundelek mieszkają sobie w Ogrodzie Zoologicznym. Po tym, jak w zoo działy się Przedziwne Rzeczy, żyrafa i piesek (który ma na imię Franek) z całych sił zapragnęli polatać chociaż przez chwilkę! Zobaczyć świat z góry, poczuć wiatr w uszkach i w nozdrzach...! Ah! Całe szczęście, że Iwonka i Tola zgodziły się zabrać ich na małą wycieczkę balonem.
Piesek Franek pomyślał sobie, że po tej podróży na pewno wszystkie zwierzęta w zoo też będą chciały polatać balonem, ale nie powiedział tego Iwonce. Na wszelki wypadek.
Bo zwierzęta w tym Ogrodzie Zoologicznym wyjątkowo polubiły latanie. Wiedzieli o tym wszyscy, którzy mieszkali w sąsiedztwie zoo.

Co to za dziwne zwierzęta mieszkają w tym zoo? - tak sobie pewnie pomyśleliście. Ja też tak sobie czasem myślę. Ale jestem na tropie! Już wiem coraz więcej na ich temat. Chciałabym dowiedzieć się o nich jeszcze więcej, ale... zupełnie nie mam czasu ostatnio. Stąd też moje zaniedbania blogowe.
Nadrobię niedługo :)

A dzisiaj zupełnie przypadkiem zauważyłam, że dostałam od Maryś niesamowicie sympatyczne wyróżnienie :) Nie miałam czasu zaglądnąć na Wasze blogi bo mój laptok miał wakacje. Włączyłam go dzisiaj, a tu taka miła niespodzianka :) Dziękuję i polecam blog Maryś :) Mojej imienniczki :)

A poza tym to strasznie trudno mi było napisać tych parę zdań bo Monsz mój tu obok fotografował w tym czasie... LIZAKI! A ja uwielbiam lizaki! I zupełnie nie mogłam się skupić na pisaniu.

czwartek, 9 sierpnia 2012

Wind


Jak się leci samolotem to można z góry wypatrywać swój dom i dom sąsiadów i babci. Można obserwować samochody i zastanawiać się dokąd jadą. I podziwiać geometryczność pól uprawnych. I wszystko wydaje się takie strasznie malutkie i śmieszne. Bo będąc na dole droga z domu do sklepu to całe kilometry do przemierzenia. A z góry... to tylko jeden centymetr odległości. U góry zmienia się sens wszystkiego. Nagle odczuwa się potrzebę częstego podróżowania - bo przecież wszystko jest tak blisko! Wystarczy 60 minut i... Paryż! Albo Malta! Albo Sztokholm! 60 minut to idealny czas na przeczytanie całej babskiej gazety i kilku rozdziałów Muminków.

Myślę, że kiedyś (być może całkiem niedługo) zwyczajni ludzie będą mieli własne samoloty, tak jak teraz samochody. Wtedy na spacer z psami będzie się latać do Wiednia :)

Rozalinda (cóż za wyszukane imię) leci właśnie swoim własnym samolotem marki Daewoo (może nie jest to najlepsza marka, ale za to niedroga i oszczędna). Leci odwiedzić swoją przyjaciółkę, która mieszka w Liverpoolu. Przed chwilą minęła Ogród Zoologiczny, w którym działy się niezwykłe rzeczy! Nie mogła uwierzyć własnym oczom w to co tam zobaczyła! Niestety leciała dosyć szybko, więc nie przyglądnęła się wszystkiemu tak dokładnie jakby chciała.
Ale żeby takie rzeczy działy się w zoo...?
Spostrzegła również, że całe to wydarzenie fotografował jakiś reporter w krótkich spodenkach. Widziała też małego tapirka, który się go przestraszył i uciekł do domku.
A pozostałe zwierzęta? Mamma mia, cóż one wyprawiały!
Rozalinda dosyć szybko przeleciała nad zoo swoim niezawodnym samolotem Daewoo. Ale zdążyła jeszcze na chwilkę obrócić głowę w jego stronę i spostrzec w rogu (przy ogrodzeniu z lamami) małego chłopca w towarzystwie tajemniczego misia z balonikiem w ręce...

Co dziwnego działo się w zoo? Co robiły zwierzęta? Kim jest chłopiec i miś z balonikiem z łapce?
Dziś jest już za późno na rozwiązywanie takich tajemnic. Już pora spać!




sobota, 4 sierpnia 2012

Znowu lalka?





 

Tak. Znowu lalka.
Uszyłam jej ciało, a moja kuzynka Justyna uszyła piękną sukienkę.
Sukienka uszyta jest z koła, więc jest straszliwsko szeroka i lalka może w niej tańczyć i kręcić się dookoła i wyglądać jak królewna na balu. Ma ramiączka z falbanki i w ogóle jest niesamowita!
Ciało uszyte igłą ręczną. Sukienka bardzo starannie uszyta na maszynie - czynnie obserwowałam cały proces jej tworzenia!

Też bym chciała szyć na maszynie.

W ogóle to Justyna tworzy niesamowite rzeczy na drutach. Zrobiła zestaw ślicznych czapeczek i bucików dla swojego malutkiego synka.

Pojechałam do Justyny moim małym, śmiesznym samochodzikiem. Całe szczęście, że mi nie wybuchł.
Bo podobno samochody bardzo łatwo wybuchają:

-Mój dziadzio zaglądnął pod maskę mojego auta i powiedział, że "taki brudny silnik to straszne niebezpieczeństwo! Wystarczy iskra i to wszystko się zapali". I wybuchnie!

-Monsz mój w czasie jazdy zasugerował, "żebym lepiej spaliła całą zgromadzoną benzynę (zgromadzoną w jakiejś tam róże czy czymś) zanim przełączę samochód na gaz bo połączenie benzyny i gazu jest bardzo niebezpieczne!" I samochód może wybuchnąć!

-Tato mojego Menrza powiedział, że "jeżdżenie z takimi klemami jest bardzo niebezpieczne. Bo wystarczy iskra i...". I samochód może wybuchnąć.

I jak ja mam się nie bać jeździć samochodem?

-----

Dodam, że bardzo lubię mój samochód :) Zmieniłam mu te nieszczęsne klemy, wyczyściłam silnik i w ogóle. Nie powinien wybuchnąć. Tak myślę :)

niedziela, 29 lipca 2012

Latam


Dużo jeżdżę. Moim małym, śmiesznym samochodzikiem, rzecz jasna. Niestety, samodzielne (i samotne) jeżdżenie samochodem okazało się wcale nie być takie łatwe jak się wydawało.
Bo trzeba jeździć po rondach, zawracać, skręcać w dobrą stronę i w ogóle. Nie można jechać za szybko ani za wolno. Trzeba patrzeć we wszystkie strony świata na raz! I nie bać się motorów, które (niewiadomoskąd!) nagle pojawiają się po lewej stronie i mijają samochody z dzikim pędem i okropnym hałasem. I trzeba dzielnie pozwalać się wymijać, omijać i wyprzedzać!

Całe szczęście, że mam Mr. Ówkojada! :) Jest moim niezbędnym towarzyszem podróży. Siedzi obok mnie, na swoim fotelu i podpowiada mi gdzie powinnam jechać. Jest mi o wiele łatwiej od kiedy jeździ razem ze mną! Dzisiaj wzięłam go do domu bo rozpętała się straszliwa burza. Troszkę się bał. Tak jak Laura. Więc położyłam Mr. Ówkojada obok niej. Leżeli w czasie burzy na łóżku moich rodziców i wzdychali nad swoim ciężkim losem ("bo burza jest taka straszna!", "bo pioruny grzmią za głośno", "bo aż strach się bać!").

Zrobiłam im zdjęcie:



Tymczasem Ferdek, który jest dzielnym kundelkiem, leżał na tarasie i wpatrywał się w chmury! On niczego się nie boi! Poza tym jest nieposkromionym łowcą much!
Ale, niestety, nie pozwala sobie robić zdjęć. Bohaterowie z reguły nie pozwalają się fotografować. Są zbyt skromni.


poniedziałek, 23 lipca 2012

Fin


W superekspresowym tempie narysowałam maszynę losującą bo wypada wreszcie wylosować zwyciężczynie! Mam dwa rysunki do oddania, więc będą dwie zwyciężczynie!

Nadal nie mogę uwierzyć, że TYLE osób wzięło udział w moim losowaniu!!! :) :) :)

W skład maszyny losującej wchodzi: szklana kula po złotej rybce, trzydzieści jeden karteczek z imionami oraz wypielęgnowana dłoń losowaczki!

Losowaczka wystroiła się w obcisłą, różową sukienkę, aby prezentować się godnie podczas tej niezwykle uroczystej chwili. Ubrała także buty na wysokich obcasach, ponieważ babcia zawsze powtarzała jej, że każda szanująca się kobieta musi nosić szpilki.
Z tej okazji nadzwyczaj dokładnie wydepilowała swoje długie nogi. Zastanawiała się nawet czy nie warto byłoby pójść do fryzjera! Ale uczesała ją znajoma, która mieszka w domu obok, więc fryzjer okazał się być zbędnym wydatkiem.
W efekcie przybyła na miejsce losowania dokładnie pięć minut przed czasem (czas ten poświęciła na wykonanie ostatniego szlifu paznokci w dłoni losującej - prawej).

Losowaczka wleciała do mojego pokoju przez okno. Miała ze sobą magiczny, błękitny balonik, który unosił ją wysoko w powietrzu! Zapukała w szybę tak energicznie, że aż podskoczyłam ze strachu. Właśnie zabierałam się za wycinanie karteczek z Waszymi imionami :) Byłam trochę spóźniona, to prawda.
Losowaczka patrzyła na mnie karcącym wzrokiem, więc ostatnie karteczki wycięłam trochę krzywo.
Ale to nic :)

Wreszcie pozwoliłam losowaczce zanurzyć dłoń w szklanej kuli. Mieszała w niej strasznie długo. Pewnie mi nie uwierzycie, ale jak popatrzyłam w jej oczy, zobaczyłam... malutkie, złote gwiazdki! Miała błyszczące gwiazdki zamiast okrągłych tęczówek! Wiedziałam, że jest najbardziej magiczną losowaczką na świecie! Mogłam jej zaufać :)

Kiedy wyjęła dłoń z maszyny losującej, miała w niej dwie karteczki. Zniecierpliwiona długim losowaniem  szybko je otworzyłam. I przeczytałam:

Jo oraz Scraperka

Wygrałyście rysunki :) Co o tym myślicie?

Po losowaniu szybko usiadłam do komputera, żeby Wam o tym napisać. A tymczasem losowaczka zniknęła!
Stuknęła obcasikami - jeden o drugi, i... rozpłynęła się w powietrzu! Nie zdążyłam jej podziękować.

I wiecie co mi zostawiła? Magiczny, błękitny balonik!
:)

poniedziałek, 16 lipca 2012

Fotoreporter


Ten tajemniczy fotoreporter może niektórym przypominać Menrza mojego. To dlatego, że ma na sobie nieodłączne okulary przeciwsłoneczne, krótkie spodnie oraz aparat fotograficzny. Ma również nieco rozwichrzone włosy, a jego twarz spowija delikatny rumieniec nieśmiałości. Ale ten fotoreporter wcale nie jest moim Menrzem!

Jest to (niewyobrażalnie) tajemniczy wysłannik z gazety - nikt nie wie z jakiej! Zjawił się w Ogrodzie Zoologicznym jak tylko zaczęły się tam dziać dziwne rzeczy! Fotografował wszystkie zwierzęta po kolei, nawet niewinne mrówki, które dreptały sobie ścieżką! Przyglądał się im badawczo, robił portrety z lewego profilu, potem z prawego profilu, od przodu, z góry, a nawet z dołu! Ukrywał się za krzakami i śledził wzrokiem chłopca w stroju nosorożca i dziewczynkę w stroju żyrafy.
Wprowadził zwierzęta w niemały niepokój! Młody tapirek schował się nawet głęboko do swojego domku, mimo, że wcześniej świetnie bawił się ze swoim tatą!
Co robił tajemniczy fotoreporter w Ogrodzie Zoologicznym? Co to za dziwne rzeczy działy się w zoo?
To wszystko pozostanie jeszcze... tajemnicą!

Dużo mniej tajemniczo chciałam baaardzo podziękować Wam za komentarze i odwiedziny! Nigdy w życiu nie rysowałabym tyle, gdybym nie miała bloga. Blog bardzo mobilizuje :) Tfu! To nie blog mobilizuje:) To Wy! Jak się widzi tyle sympatycznych osób, które przychodzą, patrzą, obserwują i zostawiają takie miłe komentarze to od razu zachciewa się rysować! I realizować projekt zoo! Dzię-ku-ję!

Ha, zobaczcie do Tulaj Tulaj! :) Wygrałam Mr.Ówkojada!!! :)

piątek, 13 lipca 2012

Irenka i Igor




Kolejny rysunek do tajemnej serii ZOO! Mam wrażenie, że tajemna seria staje się coraz mniej tajemną. Ale... może nie do końca :) 

To jest Irenka. 
Irenka pracuje w zoo. Zajmuje się karmieniem zwierząt! Rozwozi w taczkach sianko, w wiaderku ma suchą karmę, a w oddali (niewidocznej już oddali) są też marchewki, jakieś mięso, ryby i takie różne. 
Na taczkach z siankiem siedzi pasażer na gapę - mały szczurek Igor.
Igor to taki rodzynek w zoo. Jest strasznie mądry i wszyscy go uwielbiają. Szczurek Igor mieszka w Zoo razem ze swoim bratem - pieskiem Frankiem. 
Jak byli jeszcze małym szczeniaczkiem i szczurzątkiem, zostali znalezieni w lesie nieopodal ogrodu zoologicznego. Widać było, że błąkali się samotnie już od wielu dni. Byli brudni, przemoczeni i wygłodniali. 
Kiedy Irenka ich znalazła, spali przytuleni do siebie pod rozłożystą jodłą.
Od tamtej pory mieszkają w zoo i wiernie towarzyszą Irence w jej pracy. 
Do dziś myślą, że są rodzonymi braćmi.

wtorek, 10 lipca 2012

W zoo



Chłopiec przebrany za nosorożca i dziewczynka w stroju żyrafy. Do tajnego projektu zoo! Chodzą sobie po ogrodzie zoologicznym i rozdają ludziom popcorn. Czasem powiedzą coś śmiesznego, czasem się uśmiechną, czasem spłoną rumieńcem. Dzieci ich uwielbiają, a zwierzęta się z nich ukradkiem naśmiewają. Jak nikt nie patrzy. 

Chłopiec nosorożec i dziewczynka żyrafa bardzo lubią swoją pracę. Mogą cały dzień spacerować po zoo, oglądać słonie i hipopotamy, karmić foki w fokarium i bawić się z dziećmi. Tylko chłopiec nosorożec czasem pogrąża się w marzeniach jakby to było gdyby był lwem... Albo tygrysem! Ale zaraz potem robi mu się głupio, że tak niegrzecznie marzył. Bo przecież bycie nosorożcem w zoo to taka wspaniała praca! 

Dziewczynka żyrafa jest zadowolona ze swojej żyrafistości. Codziennie rano skrapia się delikatnymi perfumami o zapachu wiosennej trawy. Po to, żeby być jeszcze bardziej żyrafową żyrafą. 


Tymczasem ja chodzę sobie w mojej wymarzonej spódnicy. To moja pierwsza rzecz w kolorze różowym! Ale za to w takim ładnym, pudrowym odcieniu. Jest tiulowa, ale nie taka stercząca jak u baletnicy. Jest długa, miękka, falująca na wietrze i miła w dotyku. Po dłuuuugich wahaniach zdecydowałam się wrzucić tu swoje zdjęcie w tej spódnicy. Nie jestem przekonana czy to dobry pomysł. 
Poza tym bardzo nie chcę, żeby mój blog miał cokolwiek wspólnego z modą, ubraniami i takimi tam. Ale... ten jeden raz. Bo cieszę się moją spódnicą!


Chyba trochę ją widać? :)


sobota, 7 lipca 2012

Logo




Zupełnie niedawno dostałam maila od pewnej Agi. Zapytała czy narysowałabym dla niej logo na blog. Straszliwie się ucieszyłam bo uwielbiam wymyślać takie rzeczy! Nie jestem graficzką i nie mam zbyt wielkich umiejętności w tym kierunku. Ale za to bardzo lubię rysować :)

Na pewno znacie jej blog :)


Kaja jest zabawna. Przez osiem lat siedziałyśmy razem w ławce. Dzień w dzień! Ile to dni? Nie wiem, nie potrafię liczyć (Kaja pisała za mnie klasówki z matematyki). Czasami wydawało mi się, że znam ją lepiej niż własną kieszeń! Teraz Kaja wyjechała sobie daleko w świat. Ale regularnie prowadzimy ze sobą abstrakcyjne rozmowy. Na przykład o pieniadzach i byciu dorosłym.
Jesteśmy dorosłe, ale w sumie jakoś od niedawna. Tak mi się wydaje.
No i rozmawiałyśmy sobie (chyba wczoraj?), że w dorosłym życiu wszystko zależy od pieniędzy. I że jak się już dostanie tą wypłatę to trzeba usiąść przy stole w kuchni i podzielić ją równiutko na trzy kupki: rachunki, jedzenie i inne ważne wydatki (a dopiero co było się dzieckiem i do szczęścia wystarczało 5 złotych na lody). Oraz, że właściwie to fajniej byłoby mieszkać w dziczy, biegać boso po łąkach, jeść jaszczurki i pomidory i być wolnym i niezależnym od pieniędzy.
Ale, po dzisiejszym dniu, to myślę, że w dziczy być może wcale nie jest tak fajnie. Bo nie można tam kupić spódnicy swoich marzeń. Moja spódnica marzeń przyszła pocztą wczoraj rano i cały dzień w niej chodziłam. Jest idealna!

Co z tego, że nie było mnie na nią stać skoro jest idealna?

wtorek, 3 lipca 2012

Candy


Jak byłam mała, uwielbiałam konkursy i bale przebierańców!
Bo to jest strasznie fajne - przebieranie się za królewny albo Pipi Langstrumpf (moja ulubiona).
Jak byłam mała i koleżanki z podwórka przychodziły do mnie na bal przebierańców to przygotowywałam "Złotą rybkę". Mieliśmy kiedyś taką Złotą rybkę w przedszkolu i była niesamowita!
Moja mama kilka razy pozwoliła mi zrobić taką u nas w domu!

Żeby zrobić Złotą rybkę, trzeba ustawić parawan (może być z krzeseł, suszarki do prania, stołu - czegokolwiek!). Powinien być osłonięty błękitną tkaniną bo ma udawać morze! Ale, przy odrobinie dziecięcej wyobraźni, morzem może być nawet buro-brązowy koc.
Potem za parawanem siada młodszy brat (ale to tajemnica!). Musi siedzieć bardzo cicho, żeby nikt nie wiedział, że tam jest! A potem zostaje najlepsze! Wszystkie królewny i Pipi Langstumpf (po kolei) zarzucają wędkę (zrobioną z jakiegoś patyczka) do morza i czekają! Po chwili Złota rybka (czyli młodszy brat - ale to tajemnica!) przyczepia do wędki malutki prezencik (lizaka, czekoladkę, pudełeczko malutkich kredek woskowych, kolorowankę)! I jest niesamowicie fajnie!

Trzeba pamiętać, żeby po łowach zabrać koleżanki do kuchni na sok! Bo wtedy młodszy brat może ukradkiem wyjść zza parawanu i udawać, że był przecież w łazience przez cały czas i że nie ma nic wspólnego ze Złotą rybką!


Pomyślałam sobie, że ja też zrobię sobie mały konkurs na moim blogu. Złotą rybkę!
Do wygrania jest jeden z moich rysunków - dziewczynka z marchewką (TUTAJ można zobaczyć rysunek) albo baletniczka (do oglądnięcia TUTAJ). Rysunki oprawione są w białe, drewniane ramki z Ikei (w rozmiarze 10x15). Może akurat ktoś będzie chciał takie cuś?

Żeby taki dostać trzeba zgłosić chęć wzięcia udziału w konkursie - w komentarzu poniżej. A dodatkowo należy dołączyć do obserwujących mój blog (na samym dole strony) albo zostać fanem bloga na fejsie albo poinformować o konkursie na swoim blogu :) Wszystkie opcje do wyboru!

Konkurs będzie sobie trwał do 22 lipca - do północy! Zwycięzce wylosuję osobiście (ewentualnie w asyście moich psów - Laury i Ferdka!).

:)

piątek, 29 czerwca 2012

Garbny



Wielbłądy są niesamowite!

To zwierzęta kosmopolityczne, świat nie jest im obcy. Mieszkają sobie tu i tam. Niestety, te jednogarbne są już całkowicie zależne od ludzi.
Zawsze myślałam, że w garbach wielbłądów jest woda, którą sobie piją jak mają ochotę. I niektórzy (tak jak ja) pewnie poczują się mocno zaskoczeni (a nawet zawiedzeni!), ale muszę to powiedzieć - wielbłądy wcale nie przechowują wody w swoich garbach! Mają tam zapas tłuszczu, który pomaga im regulować temperaturę ciała oraz ilość wody odparowywanej z organizmu wraz z potem!
A poza tym, wielbłądy mają niesamowite nosy! Potrafią nimi wchłaniać parę wodną z wydychanego powietrza! I w ogóle to jest im obojętne czy piją wodę słodką czy słoną. Potrafią napoić się nawet wodą wyssaną z roślin, które zjadają sobie na przykład na obiad!

Małe wielbłądziątko wygląda trochę jak lama.

czwartek, 28 czerwca 2012

Lato



Miałam okropny sen dzisiaj w nocy.

Śniło mi się, że zrobiła się... zima! Teraz, w czerwcu! I na tym skończyło się lato w tym roku. To było okropnie potworne! Wcale nie dlatego, że nie lubię zimy (bo ją bardzo lubię). Ale strasznie bym chciała, żeby było gorąco, chciałabym pływać, siedzieć nad wodą, chodzić w kostiumie kąpielowym i boso. A wszystko to w Chorwacji! Najbardziej lubię Chorwację.
Kiedyś będę miała dom w Chorwacji. To będzie mały, biały domek nad samym morzem. Marzenie ociekające kiczem? E tam.
Co więcej! Będę miała piękne mieszkanie w Paryżu. Takie z drewnianą antresolą, dużymi, białymi oknami i widokiem na całe miasto. To będzie moje lokum jesienno-zimowe.

Kiedyś. Ciekawe kiedy?

Zawsze chciałam mieć domek dla lalek. Taki wielopiętrowy, z małymi mebelkami, firankami w oknach i schodkami łączącymi piętra.
Kiedyś zrobiłam sobie taki domek z dużego pudła kartonowego. Miał tylko dwa piętra, nie miał schodków ani mebli, ale tato zamontował mi w nim malutką żaróweczkę. Mój domek miał prawdziwą, świecącą lampkę! Był niesamowity!


sobota, 23 czerwca 2012

Dla taty



Z okazji dnia taty! Hipopotamy! Do mojej tajemnej serii zoo!
To jest tato hipopotam z córeczką hipopotamką (trochę utytą, jak to hipopotamki).

Bo hipopotamy są strasznie fajne!
Po grecku hipopotam to koń (hippos) rzeczny (potamos)! Jedyne żyjące dziś hipopotamy mieszkają sobie nad Nilem. Pan hipopotam zakłada swój harem i mieszka nad wodą z dziesięcioma (a czasem i czterdziestoma!) hipopotamkami. W ciągu dnia taka rodzinka drzemie sobie w wodzie. Natomiast nocą wychodzą na brzeg, gdzie organizują pyszną ucztę ze świeżej trawy i liści.
Najbliższymi krewnymi hipopotamów są wieloryby! Niesamowite, prawda?

A w ogóle to wszystkim się wydaje, że hipopotamy to takie miłe pulchne zwierzątka! W rzeczywistości są bardzo groźne i mają wielkie zębiska!

środa, 20 czerwca 2012

Rolki


Dziki upał. Laura i Ferdek, psy moje ulubione, cały dzień leżą na chłodnej podłodze. To rzecz 'niedopomyślenia' w normalnych warunkach. Lord Ferdek i hrabina Laura sypiają wyłącznie na kanapach, miękkich łóżkach i poduszkach. A tu proszę. Wystarczył upał, żeby docenili zalety podłogi.

Ostatnio ukradłam małego klona. Był taki biedny, nie miał szans na przeżycie wśród dzikich trawsk i krzaczorów. Rósł sobie na terenie dawnego, zarośniętego basenu obok krakowskich błoń. Wzięłam go do domu planując zasadzić go w ogródku. Niestety pomysł mój (tak doskonały!) spotkał się ze sprzeciwem od strony mojej rodziny. Rodziciele moi zgodnie stwierdzili, że klon rośnie ogromny i ma gigantyczne korzenie, które dostaną się pod nasz dom i będzie nieszczęście! Bo, na przykład, może się zdarzyć tak, że korzenie podniosą nasz dom do góry i wtedy będziemy mieli domek na drzewie. Na klonie! Mnie to pasuje!

Jutro pierwszy dzień lata!


wtorek, 19 czerwca 2012

Kierowczyni



Niesamowite rzeczy dzieją się na świecie.

Wczoraj, ni stąd ni zowąd, zupełnie się tego nie spodziewając, zostałam kierowczynią. Albo kierownicą?
Pojechałam zdać egzamin na prawo jazdy - łączony. Czyli taki, że najpierw się pisze test, a później jeździ samochodem. Byłam pewna, że nie zdam testu! Ale dziwnym trafem... zdałam! Więc wsiadłam do samochodu z bardzo miłym panem egzaminatorem. Prowadził mnie po Krakowie chyba z godzinę! Zupełnie już nie pamiętam gdzie jeździłam tą toyotą!
A potem wróciliśmy do MORDu (nadal nie mogę uwierzyć, że ośrodek egzaminowania tak się właśnie nazywa!). I pan powiedział mi, że egzamin zaliczyłam, ale że mam tyle nie mówić w czasie jazdy i mam uważać i w ogóle szerokiej drogi!
Ha :)
Za dwa tygodnie wyruszam w mój pierwszy rejs! Pojadę do Kryspinowa - nad jezioro! Kto chce jechać ze mną?

A Monsz mój wrzucił już na swą stronę internetową trochę zdjęć z sesji dziecięcych! Strasznie był na mnie zły bo bardzo go pospieszałam z tymi zdjęciami. Jestem okropnie niecierpliwa. TUTAJ można oglądać!

sobota, 9 czerwca 2012

na spacer



Produkuję te rysunki takie wielkie, że nie da się ich zmniejszyć nie tracąc na jakości. I potem brzydko wyglądają na blogu :( Co mam zrobić?

Strasznie dzieciowo się zrobiło u mnie. Monsz mój, fotograf znamienity, postanowił fotografować niemowlęta. W związku z tym, cały wczorajszy wieczór montowaliśmy studio fotograficzne w jego pokoju.
I zostałam wysłana na zakupy ubrankowe, żeby dzieci jakoś ciekawie wystylizować!
Mamma mia.
W morzu maleńkich trampeczek, czapeczek, skarpeteczek i sukieneczek odnalazłam malutką tiulową spódniczkę baletniczkę i kwiatuszkowe opaski, które wyglądają jak wianuszki i sweterek maleńki z misiem i w ogóle!
Pierwszy maleńki człowieczek (na prawdę maleńki jakniewiemco!) został już dzisiaj starannie sfotografowany. Chyba mu się podobało :) Następne dzieci jutro!
Straszliwsko jestem ciekawa efektów.

Z tej okazji narysowało mi się taką dziewczyn(k)ę z psem.

----
Ilość użytych słów w tym poście:
maleńki: 5

Po wielu męczących i nieudanych próbach pomniejszenia rysunku - wstawiam fragment nieco większy. 


wtorek, 5 czerwca 2012

Lalka



Tą lalkę sponsoruje Monsz.
A to wszystko dlatego, że ostatnio zebrało nam się sporo starych ręczników i kocyków. Stwierdziliśmy, że zawieziemy je do schroniska dla psów bo tam ciągle ich brakuje. Niech sobie pieski biedne jeszcze z nich skorzystają.
No i Monsz znalazł dwie stare poszewki na poduszki. Były trochę za małe, żeby dawać je psom. Więc pomyślałam, że wykorzystam je na sukienkę dla kolejnej lalki. Wzięłam nożyczki, pocięłam pierwszą z nich... i mnie olśniło. Przecież one były takie ładne, białe, koronkowe i w dodatku pewnie zabytkowe! Tak, zabytkowe poszewki! Ciąć takie piękne poszewki?!
Olśniło mnie trochę za późno i w ten sposób lalka ma piękną, zabytkową sukienkę :)
Włosy lalki również ukradłam Menrzowi bo już mi zabrakło inspiracji. Ukradłam mu taką grubą nić szaro brązową (Brońboże nie chodzi mi o włosy z jego głowy!!!).



Laura


Udało się! :)
Oto Laura. Dała się w końcu namówić na pozowanie ze słoniem. Nawet nie musiałam dawać jej za to ciastka.
Laura czasem bywa grzeczna. Uwielbia biegać po łąkach i polach obrośniętych zbożem, gonić bażanty, jeść i chodzić do dziadzia na kawę.
Laura ma starszego psiego brata Ferdka.
Ferdek jest małym, czarnym pieskiem na chudych łapkach. Potrafi robić salta w powietrzu i kłaść się na plecach na zawołanie. Ferdek, który jest kundelkiem, nauczył Laurę - psa myśliwskiego, gonienia za bażantami, zającami i sarnami.
Bez obaw, żadnej zwierzyny nie upolowali i raczej nie upolują. To psy wyłącznie gończe :)




Miało być zdjęcie słonia, a oczywiście Laura jest na pierwszym planie. Nic nowego.

Zabieram się za szycie. Kończę trzecią lalkę!


sobota, 2 czerwca 2012

bachanaliowy


 


Zrobiłam sobie przerwę w szyciu lalek (mam uszyć jeszcze dwie!). I w tym czasie uszyłam słonia dla pewnej małej Zuzi. Na początku miała to być lalka, ale tak mi się jakoś ta głowa wycięła, że wyszedł słoń :)

A tych dwóch lalek nawet jeszcze nie zaczęłam szyć! Skandal.

Słoń to najbardziej skomplikowana rzecz (trochę nieelegancko z mojej strony nazywać słonia - rzeczą) jaką kiedykolwiek w życiu uszyłam!  Miałam sporo problemów z jego portkami (co odrobinkę widać). Ale... co tam :) Mistrzem igły nie zamierzam być!

Strasznie długo polowałam na mojego psa, żeby zrobić mu zdjęcie ze słoniem. Niestety. Nawet za ciastko nie dał się przekonać. Ani jeden ani drugi (pies. Bo mieszkają u mnie dwa!).